#161 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Luonto" Melissy Darwood

#161 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Luonto" Melissy Darwood

Nie warto denerwować matki natury, bo ona umie się odpłacić.
Premiera: 26 kwietnia 2017r.
Melissa Darwood to autorka, o której słyszałam wiele dobrego. Czytelnicy ją uwielbiają, ona sama wydaje się miłą kobietą. Kiedy w zapowiedziach Filii pojawiła się kolejna jej książką, wiedziałam, że tym razem nie odpuszczę i po prostu muszę ją przeczytać. Miałam ogromną ochotę na fantasy, a po opisie mogłam się spodziewać, że będzie fantastycznie. Nie byłam pewna, kiedy i czy w ogóle książka do mnie dotrze, ale udało mi się ją zdobyć przedpremierowo. Nie czekałam długo, tylko zachęcona słowami innych czytelników w weekend usiadłam i zaczęłam czytać. Jednak co się okazało, gdy dorwałam się do tej powieści? Czy moje oczekiwania zostały spełnione, czy raczej się zawiodłam? I przede wszystkim co sądzę o Melissie jako polskiej autorce?
Chloris jest nastolatką, która jest uczulona prawie na wszystko, ma astmę i wiele innych dolegliwości. Mama chcąc, by córka odpoczęła i pobyła na świeżym powietrzu, wysyła ją do cioci na wieś, gdzie ma spędzić jakiś czas. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że dziewczyna nie cierpi tego miejsca, pragnie znaleźć się ponownie w mieście. Kiedy Chloris jest na spacerze zaczyna się pod nią trząść ziemia, rozstępuje się, dziewczyna prawie wpada w przepaść, ale w ostatniej chwili ratuje ją wielki orzeł. Po chwili, gdy Chloris wyrywa mu się ze szponów i spada na ziemie, orzeł ląduje i zmienia się w człowieka – chłopaka Gratusa. Okazuje, że jest on Homanilem – ludzie, którzy zostali wyróżnienie przez matkę naturę i pod wpływem silnych emocji zmieniają się w zwierzęta. Aktualnie zadaniem Homanili jest sprowadzenie zwierząt do Luonto – jedynego miejsca, którego nie zniszczy matka natura. Co się stanie, gdy Gratus sprowadzi tam zwykłego człowieka? Czy matka natura da ludziom drugą szansę?

Ziemia między jej nogami wyglądała jak popękana skorupa od jajka.
Co jest?
Drżenie ziemi przeszyło jej ciało. Nim zdążyła się zorientować w sytuacji, pęknięcie rozsunęło się pod jej nogami jak zardzewiałe wrota. Chciała uskoczyć w bok, ale nie zdążyła. Gleba się osunęła i utworzyła szczelinę długą na kilka metrów.”

Lubię książki katastroficzne, tak samo filmy, jeszcze bardziej lubię romanse, a już naprawdę uwielbiam dobre fantasy. Tak zaczynała się ta powieść, było ciekawie, intrygująco, pojawiła się tajemnica, akcja się rozwijała, a ja coraz bardziej się wciągałam. Jednak gdy dotarłam do około dwusetnej strony, pojawiło się takie „bum”, „lol”, puf” i cała akcja się poplątała. Odłożyłam książkę na kilka minut, bo nie mogłam ułożyć w głowie tego. co autorka tam zrobiła. Jest taki drastyczny, nieoczekiwany, dziwny i odważę się powiedzieć absurdalny zwrot akcji, że zgłupiałam. Moi znajomi mogą potwierdzić to, jak bardzo się piekliłam, że byłam dosłownie wściekła, bo nie mieściło mi się w głowie, by zrobić coś takiego. Nie chce nic spoilerować, ale to taki zwrot akcji, że równie dobrze, tych pierwszych dwustu stron mogłoby nie być.
Przeważnie, gdy książka jest taka zła, odkładam ją na półkę i mówię stanowcze „nie”, ale widząc pozytywne oceny Luonto, to stwierdziłam, że muszę dać jej niewielką szansę i doczytać do końca. Byłam bardzo ciekawa czy powieść rzeczywiście kolejny raz zmienia bieg wydarzeń i wszystko wskoczy na swoje miejsce, czy może autorka robi coś innego, genialnego, że docenimy tę lekturę. Jednak niestety mnie to nie spotkało. Im dalej brnęłam tym bardziej się zastanawiałam się, po co tak gmatwać, dlaczego autorka postanowiła tak zrobić i przede wszystkim, czemu zdecydowała się to napisać. Rozumiem fabułę, że matka natura jest wkurzona na ludzi za niszczenie ziemi i niedocenianie tego co mamy, naprawdę to kumam i mogłoby to być naprawdę coś super, gdyby zostało poprowadzone inaczej. A tymczasem autorka zamiast trzymać się jednego głównego wątku, to dodała w książce mnóstwo innych rzeczy, które moim zdaniem były niepotrzebne. Naprawdę pierwsze dwieście stron było super i ciekawie, naprawdę wciągnęłam się, ale potem ta zmiana co następuje, jest na niekorzyść całej powieści. Nie wspominając, że akcja dzieje się w Polsce i w pewnej chwili jedna z postaci idzie rozmawiać z polskim rządem na temat ochrony środowiska. Widzicie to? Bo ja nie.

I wtedy zdarzyło się coś niewiarygodnego.
Ptaszysko zetknęło się z ziemią i otrząsnęło się jak mokry pies. Jego pióra zaczęły się kurczyć i wnikać w skórę, aż w ich miejscy pojawiło się gołe ciało. Monstrualne skrzydła przeistaczały się w ręce, łapy w nogi, szpony w stopy, korpus w klatkę piersiową, czemu towarzyszył odgłos łamanych kości. […] W zaledwie kilka sekund wielki opierzony zwierz zmienił się w człowieka.”

Naprawdę nie wiem co sądzić o tej powieści. Bo początek jest dobry, środek jest zły, a zakończenie co najmniej dziwno-śmieszne. Dosłownie jak się skończyło to się roześmiałam i pokręciłam głową z takim „Serio?”. Książka jest niewielka bo ma lekko ponad trzysta stron, jest napisana stylistycznie poprawie, autorka ma dobre pióro i patrząc pod kątem polskich pisarzy to pisze bardzo dobrze, no ale gdyby nie ta fabuła... No naprawdę nie wiem o co w tym chodzi, chyba nawet nie chce wiedzieć i prawdopodobnie po inne książki Melissy nie sięgnę, bojąc się, że znowu będę tylko się denerwować.
Niestety, ale nie jestem w stanie polecić tej książki. Bardzo mi przykro, bo liczyłam naprawdę na dobre fantasy, a dostałam cóż... Fani autorki, pewnie mnie zjedzą, ale jestem szczera i ta powieść nie dotarła do mnie. Jedynie po mojej głowie krąży pytanie „Czemu wydawnictwo postanowiło wydać tę powieść?”
Moja ocena to 3/10. Nie dałam jeden tylko dlatego, że początek jest dobry.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Melissa Darwood
Tytuł: Luonto
Stron: 320
Za książkę dziękuję


#160 PRZEDPREMIEROWO] Recnezja książki "Wszystie Twoje Marzenia" Agaty Czyrkierdy-Grabowskiej - Ambasadorka

#160 PRZEDPREMIEROWO] Recnezja książki "Wszystie Twoje Marzenia" Agaty Czyrkierdy-Grabowskiej - Ambasadorka


Serce nie sługa, nie zawsze słucha tego, co mówimy. Czasem po prostu czujemy to przed czym się bronimy.

Premiera: 10 maja 2017r.
Książki Agaty są przeważnie lubiane przez czytelników, jednak znam takich, którzy twierdzą, że ta cudowna kobieta nie umie pisać, a wydawnictwo wydaje powieści niepoprawne gramatycznie i stylistycznie. Słyszałam nawet, że książka „Jak powietrze” jest nielogiczna. W takich chwilach, patrzę na te osoby pobłażliwym wzrokiem i chcę im powiedzieć, że oni są nielogiczni. Wiecie dobrze, że jeśli jakiś mój nawet ukochany autor napisze beznadziejną książkę to o tym napiszę. A już na pewno nie jestem łaskawa dla polskich autorów, ale książki Agaty jak do tej pory nie sprawiły, że zaczęłam żałować, że je przeczytałam. „Kiedy na mnie patrzysz” jest książką kiedy stawiała pierwsze kroki i już wtedy widziałam ogromny potencjał, bo bardzo mi się podobało. „Jak powietrze” jest lekturą lekką, przyjemną z dużą ilością emocji. Teraz przyszedł czas na kolejną książkę „Wszystkie Twoje Marzenia”, jak tym razem wypadła Agata? Czy dała rade i napisała kolejną dobrą książkę, czy może straciła to „coś”?
Maja i Kamil poznają się w dość nieoczekiwanym momencie, bo on wraca ze spotkania z znajomymi ze studiów, a jej właśnie zepsuł się samochód i za karę planuje go wrzucić do Wisły. Ta dwójka to swoje przeciwieństwa. Maja stroni od ludzi, jest miła, przyjazna, ale raczej woli skupić się na nauce i swojej przyszłości. Kamil to uroczy facet, który zaczyna studia i nie myśli w tej chwili o dziewczynie, może iść z przyjaciółmi na piwo, gdzieś wyskoczyć na imprezę, ale raczej unika od dziewczyn. Wbrew temu, co oboje mówili na początku znajomości, zaprzyjaźniają się i spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Umieją dogadać się jak nikt inny, jednak to Maja jest bardziej skryta i nie mówi wszystkiego, odpycha Kamila i stara się, by ich relacje nie zabrnęły za daleko. Tylko co zrobić, gdy serce nie słucha? Rozum mówi, żeby odpuścić, darować sobie i skupić się na nauce, ale uczucia jakie wypełniają ich serca burzą wszystkie zasady. Co się stanie, gdy mury runą, a prawda wyjdzie na jaw? Czy miłość da rade przezwyciężyć tajemnice?

„– Chcesz dobrej rady? – zapytał, opierając się o wnękę okienną.
Nie – odpowiedziała, na co się roześmiał.
I tak ją dostaniesz – powiedział, wciąż rozbawiony. – Ranki z człowiekiem, który mieszka za ścianą, to nie najlepszy pomysł – oznajmił zdecydowanie i z powagą.
Tak? A jaka jest idealna odległość pomiędzy osobami chcącymi iść na rankę? – zapytała z równą powagą.
Przynajmniej dwa piętra – odpowiedział z rozbrajającym uśmiechem.”

Moje pierwsze i drugie spotkanie z Agatą było bardzo udane, kiedy zabierałam się za tę książę byłam pewna, że i tym razem tak się stanie. Jednak szczere mówiąc, na początku nie mogłam się wciągnąć. Nie wiem czemu tak się zadziało, ale miałam wrażenie, że nie było jako takiego początku książki, tylko od razu zostałam wrzucona na głęboką wodę. W poprzednich powieściach był bardziej delikatny wstęp, subtelny, a tutaj nagle „Cześć jestem Kamil, jestem zazdrośnikiem. Cześć jestem Maja i bywam nadpobudliwa”. Trochę tak to odczułam. Zabrakło mi wstępu w bohaterów w ich życie, to kim są, kim byli itp., tylko od razu poznajemy tę dwójkę i bum, akcja leci. Drugą rzeczą, która ciut mnie irytowała to zazdrość Kamila, bo ludzie kochani.... kobieta ma prawo porozmawiać z innym facetem, nie trzeba od razu strzelać focha i myśleć Bóg wie co, (szczególnie jeśli nie jest z nim w związku). Czasem miałam ochotę wziąć ołówek i dopisać coś, skierowane bezpośrednio do niego. Agatko nie bij, musiałam.
Pomijając te minusy, które wypisałam wyżej, to reszta była bardzo dobra. Czytało się lekko, szybko, kilka godzin i miałam książkę za sobą. Uczucia, bo na nie zwracam największą wagę w New Adult, zostały opisane prawidło, czasem się śmiałam, czasem wzruszałam, było emocjonalnie. Bardzo polubiłam Maje, która była nieco zakręcona i raczej nie przejmowała się tym, co myślą inni, skupiała się na tym, by spełniać swoje marzenia. Książka jest idealną lekturą na naszą zmienną pogodę, pomoże nam przetrwać smutne i szare dni. Dialogi sprawią, że będziecie szli z uśmiechem na ustach, a niektóre sceny sprawią, że się lekko zarumienicie. To jest właśnie kolejny plus tej powieści. Wszystkie Twoje marzenia, nie jest typową książka New Adult, bo one są przesycone seksem, czasem jest go więcej niż samej fabuły, ale tutaj, jest pięknie wyważone. Skupiamy się na losach Mai i Kamila, a sceny erotyczne są po prostu miłym dodatkiem do całej fabuły.

Nie mógł przestać na nią patrzeć. Tak bardzo pragnął ją przytulić i nie wypuszczać nigdy z objęć. Tak chciał dotknąć jej twarzy i sprawdzić, czy miękkość jej skóry nie była tylko wymysłem jego spragnionej wyobraźni. Tak bardzo...”

Podsumowując bo nie ma po co ciągnąć, uważam, że mogę polecić tę książkę. Agata Czykierda-Grabowska spisała się naprawdę dobrze, mimo że miałam kilka uwag, to ogólnie jestem bardzo zadowolona z tej powieści. Miło spędziłam kilka godzin, doceniłam kolejny raz twórczość Agaty, a także jestem świadkiem tego, że polscy autorzy romansów, umieją pisać równie dobrze, co zagraniczni.

Moja ocena to 8/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika



Wydawnictwo: OMGBooks (Znak)
Autor: Agata Czykierda-Grabowska
Tytuł: Wszystkie Twoje Marzenia
Stron: 400
Za książkę dziękuję

#159 Recenzja książki "Złapać Milionera" Max Monroe

#159 Recenzja książki "Złapać Milionera" Max Monroe

Kobiety pragną znaleźć swojego prawdziwego księcia z bajki. A co jeśli zamiast księcia, poznajemy milionera?

Książka Złapać Milionera rzuciła mi się w oczy od razu, jak tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach na stronie wydawnictwa. Jak to ja, od razu rzuciłam się na pocztę i wyklepałam odpowiedniego maila z błaganiami, czy dostanę swój egzemplarz. Dostałam pozytywna odpowiedź, ale pozostało czekać na koniec marca na premierę. W końcu doczekałam się tego dnia, gdy listonosz zapukał do mych drzwi, a ja dorwałam tę piękny egzemplarz, który na żywo wygląda wręcz cudownie. Serio, jedna z lepiej wyglądających okładek. To, co mnie przeraziło to, że książka jest ogromna i nie wyobrażałam sobie, że przyjdzie do mnie taki kloc. Byłam nieco przerażona, bo wiedziałam, że to erotyk, ale co można pisać na 550 stron? No, ale jak to wyszło w praktyce?
Georgia ma dość portali randkowych. Faceci, którzy używają takich aplikacji są obleśni, zboczeni, a na dodatek mają manie na punkcie wysyłania zdjęć swoich penisów. Kiedy po raz kolejne Georgia dostaje zdjęcie poddaje się, nie wierzy już, że gdzieś istnieje jeszcze porządny facet. Czy nie może gdzieś w mieście być taki drugi jej szef, który jest uosobieniem, kobiecych marzeń? Kline nie umawia się ze swoimi pracownicami, ma taka zasadę i jej się trzyma. Jednak kiedy matka po raz kolejny umawia go z jakąś potencjalną kandydatką na jego przyszłą żonę, Kline wykręca się, że już ma partnerkę na najbliższy bal charytatywny. Podaje pierwszy imię jakie wpada mu do głowy i właśnie jest nim Georgia. Od tej pory drogi tej dwójki przeplatają się jeszcze bardziej. Kline wręcz błaga, by Georgia poszła z nim na tą imprezę, a ona wyrzuca potem sobie, że tak łatwo mu uległa. Mimo że oboje obiecują sobie, że to nic nie znaczy, nie mogą o sobie zapomnieć, bal przemienia się w następne spotkanie, a to w kolejne, im dłużej ze sobą przebywają, tym bardziej nie mogą p sobie zapomnieć. Tylko co się stanie, jeśli ich tajemnice wyjdą na jaw?

Auaaa, moje oczy! Chryste Panie, moje oczy!
Istnieją w życiu rzeczy, które, raz zobaczone, nie dadzą się zapomnieć. Nie znikną ani za sprawą wybielacza… ani kwasu wylanego prosto na siatkówkę, ani też po trzech godzinach przeglądania idealnych porno GIF-ów w sieci… do diabła, nawet lobotomia nie usunęłaby tych obrazów z mózgu.
Na nieszczęście miałam za sobą nie jedno, nie dwa, ale całe cztery niszczące dzień zdjęcia. Mówiąc szczegółowo, fotografie penisów.”

Był to ranek kiedy piłam pierwszą herbatę, jeszcze w łóżku i włączałam mój mózg do pracy. Sięgnęłam po Milionera, gdyż chciałam go tylko przeglądnąć no i leżał najbliżej mnie. Nie miałam zamiaru go w tej chwili czytać, no ale tak się złożyło, że otworzyłam, przeczytałam jedno zdanie, drugie, trzecie, całą stronę i nie mogłam wytrzymać ze śmiechu. Część z was widziała na fanpage'u, jak wkleiłam pierwszą stronę i podzieliliście mój nastrój. Od tej chwili nie mogłam przestać się śmiać i czytać. Przysięgam, gdy czekałam na tę książkę, myślałam, że będzie po prostu zwykły erotyk, czy romans. Jednak nie byłam przygotowana na to, co zastałam. Śmiałam się tak, jak jeszcze chyba przy żadnej książce. Czytałam już różne powieści, horrory, kryminały, thrillery, erotyki, dramaty, tykałam się prawie wszystkiego po trochu, ale takiej książki jak Złapać Milionera, to jeszcze nie spotkałam. Miało być seksownie, erotycznie i gorąco, a wyszło, że płakałam ze śmiechu i moje zapowietrzanie się, słyszeli chyba wszyscy sąsiedzi.... już wyobrażam sobie czytanie tego w autobusie... kierowca zamiast wypuścić nas na najbliższym przystanku, zawiózłby nas prosto do psychiatry.
Ta książka jest nie tylko zabawna, ale także bardzo dobrze napisana. Bohaterzy pierwszoplanowi, jak ci drugoplanowi są świetnie wykreowani, błyskotliwi, ich cięte riposty są niesamowite. Nie znalazłam żadnej postaci, która by mnie irytowała czy wprawiała w frustracje, wszystkich bez wyjątku pokochałam i pozostaną ze mną na długo. Jestem gotowa nawet powiedzieć, że drugi tom serii Bad Boys spodoba mi się jeszcze bardziej, gdyż opowiada o losach przyjaciół pary z pierwszego tomu. Największym moim zdziwieniem jednak było to, że seria jest pisana przed dwie osoby. Na końcu książki w podziękowaniach (tak, czytam podziękowania), jest wspomniane, że Max dziękuję Monroe i na odwrót. Byłam tak zaintrygowana, że znalazłam stronę autorów i okazuje się, że to dwójka przyjaciół, którzy kochają pisać, więc postanowili połączyć siły i napisać tę niesamowitą serię. Ich tożsamości pozostają w tajemnicy i nie wiadomo kto dokładnie kryje się za tym pseudonimem, ale to chyba nadaje temu wszystkiemu jeszcze lepszej aury. Poszukam, prześledzę internet i jak się czegoś dowiem to na pewno dam znać, ale na tę chwilę to jestem bardzo zadowolona z efektu końcowego, pracy tej dwójki.

Piękna?! – pisnęłam, zatrzaskując za sobą drzwi mieszkania. Ściany zatrzęsły się od siły uderzenia. – Na litość boską, wystarczy, by zaledwie jeden facet, którego nigdy nie miałaś nawet na oku, nazwał cię piękną, a ty zachowujesz się jak jakaś desperatka! Serio? Serio? Tylko tego trzeba? – Rzuciłam torebkę na podłogę i zdjęłam szpilki. – Gdzie twoja duma, głupia dziewucho?! Gdzie twoja pieprzona duma?”

Podsumowując, książkę polecam z całego serca. Żadna powieść mnie tak nie rozbawiła i chyba przy żadnej nie śmiałam się aż tyle. Uważam, że jest czymś nowym na rynku wydawniczym i inni autorzy książek o tej tematyce powinni chodzić na lekcje do Max Monroe. Naprawę, nie wahajcie się tylko złapcie swojego milionera.
Moja ocena to obowiązkowe 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Filia
Autor: Max Monroe
Oryginalny tytuł: Tapping the Billionaire
Stron: 550
Data premiery: 29 marca 2017r.
Za książkę dziękuję

#158 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dzikie serca" Suzanne Young - Patronat

#158 [PRZEDPREMIEROWO] Recenzja książki "Dzikie serca" Suzanne Young - Patronat

Kiedy się rodzimy, nie mamy możliwości wyboru rodziny. Los nas wrzuca w lepsze lub gorsze domy, ale najważniejsze jest to, by pokochać tylko te dobre momenty!
Premiera: 26 kwietnia 2017r.
Na początku roku planowałam sobie ile książek biorę miesięcznie, jak wszystko organizuję i że zawsze, ale to zawsze trzymam się planu. Jednak w takich chwilach, gdy już mam robotę, wszystko ułożone to dostaję mail od wydawnictwa z propozycją nowości, która ukaże się np. za miesiąc. W takich momentach żaden ksiąkoholik nie jest w stanie się powstrzymać, szczególnie jeśli mowa o takim wyróżnieniu, jakie mnie spotkało. W tej chwili nie mogę o tym mówić, ale powiem tyle. Ten patronat jest jednym z lepszych, jakie miałam okazję mieć. Do czytania siadałam z wielką niepewnością i raczej nastawieniem, że muszę przeczytać danego dnia, bo potem nie będę miała czasu. Jak skończyło się zmuszanie do czytania?
Savannah została wyrzucona ze szkoły, do jej teczki wpisano, że jest agresywna i trafiła do nowej szkoły dla wyrzutków. Jeśli chce zdobyć świadectwo ukończenia, musi się starać i bardzo pilnować, by nikomu nie podpaść. Po szkole Savannah musi pędzić do domu, nie może się spóźnić ani minuty, gdyż o wyznaczonej godzinie przyjeżdża autobus z jej bratem. Dziewczyna musi być na miejscu, brat musi widzieć ją przez szybę inaczej wpada w histerie. Życie z upośledzonym bratem, ojcem, który wiecznie pije i świadomością, że matka ich zostawiła, nie jest łatwe. Jeszcze jest ciocia, która chce odebrać Savanah brata, próbuje przejąć prawo do opieki, a to byłby największy cios dla dziewczyny. W takich ciężkich chwilach, cudownym oparciem są przyjaciele Savannah, a także nowy chłopak w szkole – Cameron. Oboje są bardzo zamknięci w sobie i nie dopuszczają do siebie ludzi, ale kiedy przebywają razem, są w stanie obniżyć tarcze ochronne. Tylko, czy Cameron uchroni ją przed najgorszym?
Znajduję kanał z kreskówkami i uśmiecham się do Evana. Odwzajemnia uśmiech.
Wchodzę do ciasnej kuchni i odkręcam kran, czekając aż woda zrobi się gorąca. Napełniam nią garnek, który potem stawiam na kuchence. Włączam ją, żeby ugotować makaron z serem.
A kiedy już jest po wszystkim, staję nad zlewem pełnym brudnych naczyń zakrywam dłońmi twarz i płaczę.”
Jestem totalnie zaskoczona. Gdy czytałam opis tej książki miałam wrażenie, że będzie ponura, smutna, melancholijna, ale spotkało mnie ogromne zaskoczenie, gdyż była pozytywna. Może inaczej. Dzikie Serca porusza bardzo trudne tematy, jest w niej bardzo dużo dramatów i sytuacji, w których łzy same cisną się do oczu, ale została napisana w lekki sposób ze sporą dawką humoru. Dzięki temu, czytelnik nie ma wrażenia, że książka go przygniata, że to za dużo, za smutno i odkładamy na półkę. Zamiast tego, podczas czytania śmiałam się w głos, niektóre momenty totalnie mnie rozwalały i miałam ochotę przytulić główną bohaterkę ze słowami „That's my bitch” (tak, wiem, damie nie wolno), albo chociażby przybić słynnego żółwika. Nie wiem czy to, że charakterem jestem podobna do Savannah, czy genialne jej wykreowanie, ale poczułam z nią więź i przeżywałam z nią każdą chwilę. A możecie mi wierzyć to, co jest w opisie powyżej to dopiero początek jej losów, wątków jest dużo więcej.
Suzanne Young znam przede wszystkich z serii Plaga Samobójców i powiem wam, że gdyby nie napis na okładce, to bym na to nie wpadła. Przeważnie styl autora czuć w każdej jego książce, niezależnie od gatunku, ale przy Dzikich Sercach miałam wrażenie, że to całkiem nowy autor, z którym nie miałam do tej pory styczności. Jestem bardzo ciekawa, czy inne książki Suzanne bardziej są podobne do Plagi czy do Dzikich Serc. Byłabym szczęśliwa, gdyby było to opcja druga, bo wtedy chciałabym przeczytać je wszystkie. Jestem pełna podziwu, wzruszona i nie mogę przestać myśleć o tym, co przeszła główna bohaterka. Moim zdaniem autorka stworzyła nie tylko bardzo fajną książkę, ale postarała się, by całość nie raziła po oczach lekkomyślnością. Każda decyzja Savannah ma swój powód i swoje konsekwencje. Nie mówię, że nie miałam czasem ochoty nią potrząsnąć, ale rozumiem też, czemu postępowała tak, a nie inaczej. Bohaterka wydawała się ludzka, prawdziwa, była taka jak normalne nastolatki, ale autorka dołożyła jej wiele problemów, z którymi musiała sobie jakoś radzić.
Na widok skulonego, zakrywającego dłońmi twarz Evana zatrzymuję się. Serce mi się kraje.
Cześć, młody – mówię. Mój siedmioletni braciszek łapie oddech, wciąż jeszcze płacząc, ale ciszej, bo już jestem.
Spóźniłaś się – chrypi cienkim głosikiem zza dłoni.
Przełykam tkwiącą w gardle gulę.”
Podsumowując, książka moim zdaniem jest cudowna i naładowana mnóstwem emocji. Pokazuje, że w życiu nie liczy się tylko to, czego my pragniemy, ale musimy się liczyć też z innymi. Jednak najbardziej w niej widać miłość jaką darzy się rodzeństwo. Może nieraz i drze się koty z bratem czy siostra, czasem mamy ich dość, ale nigdy byśmy dobrowolnie nie pozwolili ich zabrać do innego domu. Piękna książka w lekki sposób przekazuje mnóstwo pozytywnej energii. Najważniejsze, że ma przesłanie, które porusza głęboką strunę w sercu.
Moim zdaniem, powieść warta każdej poświęconej jej minuty.
Moja ocena 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Feeria Young
Autor: Suzanne Young
Oryginalny tytuł: All in Pieces
Stron: 264

Za książkę dziękuję

#1 The best of March!

#1 The best of March!

Jeśli jesteście ze mną już długo na facebooku i na blogu to zapewne wiecie, jak nie lubię robić podsumowań i stosików. Dlatego też ich prawie nie ma na blogu. Wiedziałam jednak, że coś tutaj zamiast podsumowań muszę dać, pewnego wieczoru wpadłam na pomysł, by zamiast wpisywać liczby, chwalić się co napisałam( widać na blogu), to zrobię cykl z najlepszymi książkami z danego miesiąca. Stwierdziłam, że to najlepsze co mogę wymyślić, gdyż czytam po kilkanaście książek w miesiącu, ale nie wszystkich piszę recenzję, bo po prostu nie daję rady. Idealnym rozwiązaniem jest spisanie kilku najlepszych, byście wiedzieli na co na pewno zwracać uwagę. W zależności od tego ile przeczytam, tyle wyciągnę najlepszych. W marcu przeczytałam czternaście książek, lepsze i gorsze, ale poniżej podam cztery, które według mnie są najlepsze i nie mają sobie równych.


Tytuł: Obsydian
Autor: Jennifer L. Armentrout
Wydawnictwo: Filia
Kilka słów o niej: Szczerze mówiąc, książkę pierwszy raz czytałam prawie trzy lata temu. Wtedy miała swoją premierę i już wtedy bardzo mi się spodobała, losy Katy i Deamona są podzielone na chyba pięć tomów serii Lux. Każdy tom czytałam i każdy był równie genialny. Jednak czemu ta książka się znalazła w liście z marca 2017r.? Otóż dostałam ją w ramach prowadzenia oficjalnego fanpage Jennifer (TUTAJ) i kiedy przyszła, chciałam ją tylko przejrzeć. Przysięgam, kiedy ją otwierałam, miałam zamiar znaleźć tylko cytaty i odłożyć, no ale stało się inaczej. Nim się obejrzałam cała książka była za mną, a ja znowu szczerzyłam się jak głupia. Nie muszę tutaj pisać opisu ani wywodu, bo to ma być krótkie, ale na temat. Książka jest moim zdaniem cudowna, fajnie napisana, mega zabawna, warta posiadania na półce.
To tyle, jeśli chodzi o Obsydian. Polecam i po prostu polecam, bo jest super!


Tytuł: Złapać Milionera
Autor: Max Monroe
Wydawnictwo: Filia
Kilka słów o nim:
Recenzji na blogu jeszcze nie ma, ale będzie w tym tygodniu. Kiedy wstawiłam pierwszą stronę książki na FP, odzew był wręcz ogromny, wszyscy mieliśmy z tego ubaw i wierzcie mi, był to dopiero przedsmak. Książka mimo ogromnych rozmiarów jest bardzo dobrze napisana, jest lekka, przyjemna i cholernie zabawna. Przysięgam, dawno tak się nie śmiałam przy czytaniu. Fabuła jest dosyć prosta, bo mamy Georgie, która ma dość portali randkowych, które są wypełnione przez samych debili. Kline jest szefem kobiety i nigdy nie umawia się z nikim z pracy, ale przez pewną sytuację, zaprasza Georgie na bal i tam wszystko się zaczyna. Niby zwykły, prosty romans dla kur domowych, jak to mówią ludzie, ale moim zdaniem to przede wszystkim dobrze napisana książka.
Stanowczo musiała się znaleźć w tej liście. Polecam!


Tytuł: Cela 7
Autor: Kerry Drewery
Wydawnictwo: Młody Book (Sonia Draga)
Kilka słów o niej:
Recenzję tej książki opublikowałam w niedzielę (TUTAJ), więc nie muszę wam opowiadać o czym to jest, bo wszystko tam napisałam. Jednak książka wywarła na mnie takie ogromne wrażenie, że wciąż nie mogę się pozbierać i muszę ją tutaj dodać. Fabuła jest tak nietuzinkowa i dopracowana, że nie mogłam się oderwać. Uważam, że autorka odwaliła kawał dobrej roboty i może swobodnie zbierać pochwały. Mimo że główna bohaterka Martha nie ma zbyt dużo do powiedzenia, to reszta postaci wnosi bardzo dużo. Będę z zapartym tchem czekać na kolejny tom, a dla moich kochanych czytelników będę miała opis właśnie tego tomu już niedługo.
O tej książce krótko, bo recenzja świeża, więc nie ma co pisać podwójnie. Polecam!



Tytuł: Dzikie serca
Autor: Suzanne Young
Wydawnictwo: Feeria Young
Kilka słów o niej:
O tej książce usłyszycie dopiero pod koniec miesiąca, bo premiera jest 26 kwietnia. Miałam okazję ją czytać przedpremierowo, ponieważ moja opinia znajdzie się na okładce lub w środku książki, nie jestem jeszcze pewna gdzie. Nie zmienia to faktu, że dostałam tę powieść i zaczęłam ją czytać z lekką niepewnością, ale im dalej brnęłam, tym bardziej ją kochałam. Historia opowiada o losach Savannah, która została wyrzucona ze szkoły za dźgniecie ołówkiem byłego chłopaka. Wydaje się drastyczne? Ale nie wiecie, że zrobiła to dlatego, że on obraził jej braciszka, który jest upośledzony umysłowo, a ona kocha go ponad wszystko. Dziewczyna opiekuje się nim i robi dla niego wszystko, choć nie jest łatwo. Tę książkę pokochałam nie tylko dlatego, że opowiada o dziewczynie, która stara się dla brata, ale dlatego, że autorka napisała to w świetny sposób. Moim zdaniem książka jest cudowna i wyjątkowa, bardzo mi się podobała. A więcej o niej opowiem wkrótce w recenzji!
Polecam, bardzo polecam!

To wszystkie książki jakie mam dla was w tej liście. Podoba wam się? Chcecie otrzymywać taki spis co miesiąc? Dajcie znać w komentarzach, a ja lecę dalej pracować!
Pozdrawiam,
Wasza Dominika
#157 Recenzja książki "Cela 7" Kerry Drewery!!

#157 Recenzja książki "Cela 7" Kerry Drewery!!

Mówi się, że sprawiedliwości nigdy nie było i nie będzie. A co jeśli naprawdę nie istnieje? Co, jeśli o twoim losie decyduje ten, kto ma więcej pieniędzy?
Zaczynam pisać tę notkę w piękną i słoneczną niedzielę, wiosna pełną parą, niektórzy mówią, że to początek lata, ale jestem nieco bardziej sceptyczna. Jednak zamiast omawiać pogodę, przychodzę do was z recenzją książki, która przyjechała do mnie na początku marca, ale dopiero niedawno ją przeczytałam. Ze względu na to, że premiera była dopiero 29 marca i że wydawnictwo prosiło o poczekanie z recenzją aż ruszy strona internetowa dedykowana specjalnie dla tej książki (o TUTAJ), znajdziecie tam zwiastun, fragment powieści, a nawet zniżki na jej zakup. Moim zdaniem to duża promocja książki, która od pierwszych chwil wywoływała we mnie niepewne uczucia. Pierwszą niepewnością był fakt, że to thriller/kryminał, a ja takich nie czytam, jednak z jakiegoś niezrozumiałego powodu, dałam tej powieści szanse. Tylko, czy mi się podobało? Hm...
Ginie celebryta, tłum go kochał, a teraz wszyscy są w żałobie i swoją złość przelewają na nastolatkę Marthe, która przyznała się do zabicia, a także została znaleziona na miejscu zbrodni z bronią w ręku. Wszystko wskazuje przeciw niej, ona sama cały czas powtarza, że jest winna. Jedynym przerażającym aspektem jest to, że nie ma już sądów, nie ma sędziów, jest reality show, podczas którego są omawiane wszystkie fakty z miejsca zabicia, przedstawia się oskarżonego, pokrzywdzonego. Lecz najgorsze jest to, że o twojej winie zdecydują widzowie, którzy będą wysyłać smsy i głosować. Reality show trwa siedem dni, podczas których Martha jest zamknięta w siedmiu różnych celach śmierci, każdego dnia przechodzi do następnej, a kiedy będzie w ostatniej, siódmej, widzowie zagłosują. Tylko czy Martha naprawdę pociągnęła za spust? O co tak naprawdę chodzi w tym wszystkim? Jaki sekret łączy całe osiedle, na którym mieszkała oskarżona?

"Czego się spodziewałam? To jest więzienie, Chryste Panie. Cele śmierci. Nie może być przecież miło, nie?
Tak tutaj jasno, że pieką od tego oczy i boli głowa. Nie widać, skąd się bierze światło – nie ma żarówki ani żadnych lamp u sufitu. Może stamtąd, u góry po prawej, gdzie ściana styka się z sufitem, ale…
Czy ściany tak się jarzą?
Może to jakaś emitująca światło farba?
Jakaś tortura, którą wymyślili dla więźniów?"

Przyznaję, że na początku nie mogłam się wciągnąć. Byłam cały czas negatywnie nastawiona i czekałam tylko na jakieś wydarzenie, które mnie jeszcze bardziej zniechęci. Lecz zamiast tego, w którymś momencie stało się coś dziwnego, bo nagle nie mogłam się oderwać. Przerzucałam kartki, całkowicie pochłonięta, historią na nich zawartą. Mimo że gdzieś w połowie książki domyślamy się czy Martha zabiła czy nie, to nadal jest mnóstwo wątków, które są niesamowicie ciekawe i intrygujące. Do tej pory takie książki mnie nie ruszały, po prostu się na nich nudziłam, ale Cela 7 to zupełnie coś nowego. Nie wiem czy coś podobnego pojawiło się na rynku, ale dla mnie to coś nieoczekiwanego i wartego przeczytania. Nie wspominając, że im dalej brnęłam, tym trudniej było mi się oderwać. A gdy nastąpił koniec, to cóż... zareagowałam jak małe dziecko, które nie może dostać cukierka – zaczęłam uderzać w zamkniętą powieść i powtarzać „nie, nie, nie, nie”. To był cios poniżej pasa, a ja byłam tak zdesperowana, że napisałam do autorki, a to czego się dowiedziałam, znajdziecie na końcu recenzji!
Bardzo podobała mi się w książce narracja, która nie jest prowadza od strony Marthy, ale poznajemy myśli wielu bohaterów. Zaryzykuję i powiem, że główna bohaterka, ma najmniej rozdziałów. Każdy wzniósł do fabuły swoje trzy grosze, każdy był ważny i miał swoją rolę w tej powieści. Kolejnym plusem było opisane reality show, to jak dziennikarze prowadzili program i opisy. Nie był to zwykły dialog, ale coś tak innego i nowego, czego jeszcze nigdzie wcześniej nie widziałam. Na początku byłam zagubiona, potem nieco zirytowana, bo ciężko się przestawić, ale w końcu uznałam, że to genialne. Autorka ma naprawdę nie lada łeb, że wymyśliła coś takiego. Moim zdaniem książka jest dobrze dopracowana i od samego początku widać, że Kerry Drewery od pierwszych stron wiedziała co chce zrobić. Jedynie nam, czytelnikom powoli dawkowała informacje. Jednak zakończenie wprawiło mnie w osłupienie. Wiecie, jakie to uczucie, gdy jesteście na maksa wkręceni w daną powieść, czekacie co się stanie, przewracacie kartki w zastraszającym tempie, aż tu nagle one się kończą, a wy nie wiecie co dalej? Chcecie kolejny tom, tylko, że go nie macie. I co teraz?

"Ale strażnik łapie za łańcuchy, szarpie Marthę do tyłu i dziewczyna upada na podłogę. Leży u jego stóp, a on góruje nad nią z pałką uniesioną nad głową i szyderstwem na twarzy.
– Stop! – krzyczy Eve.
– No, dalej! – podjudza go Martha. – Bij! Uderz bezbronną dziewczynę, jeśli myślisz, że taki z ciebie kozak!"

Zaczęłam szukać w necie jakiś informacji, czegokolwiek, ale nigdzie nie znalazłam żadnej informacji o kolejnym tomie. Z jednej strony takie zakończenie było genialne, ale z drugiej tak po prostu nie wolno, więc poszłam do źródła (czyt. napisałam do autorki). Powiedziałam jej, że książka jest cudowna, świetnie się bawiłam, ale muszę wiedzieć czy będzie drugi tom. Następnego dnia, jak wstałam miałam odpowiedź! Okazuje się, że to trylogia! Drugi tom będzie się nazywać „Day 7” i premierę będzie miał w czerwcu w UK, ale jeszcze nie wie nic o polskim wydaniu. Dla mnie ta wiadomość była wystarczająca, bo ugłaskała moje serce. Zadałam jej jeszcze jedno pytanie, ale nie dostałam wciąż odpowiedzi, gdy dostanę, to możecie być pewni, że napiszę o tym na FP.
Oczywiście polecam tę powieść, nie muszę chyba tego mówić, bo ta litania wyżej o tym świadczy. Bawiłam się cudownie, pokochałam tę autorkę i jestem ciekawa co więcej przygotowała.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Sonia Draga (Młody Book)
Autor: Kerry Drewery
Oryginalny tytuł: Cell 7
Stron: 472
Data premiery: 29 marca 2017r.
Strona książki: www.cela7.pl

Za książkę dziękuję

#156 Recenzja książki "Na zawsze razem. Ella i Micha" Jessica Sorensen

#156 Recenzja książki "Na zawsze razem. Ella i Micha" Jessica Sorensen

Nawet największa miłość nie zawsze da rade przezwyciężyć strach.
Czasem są takie książki czy autorzy, że jeszcze zanim po nich sięgniemy, to już wiemy, że nam się spodoba. Tak jest ze mną i Jessicą Sorensen, zaczęłam z nią przygodę pełną bólu, łez, niedowierzania przy powieści Przypadki Callie i Kaydena. Zakochałam się i nie było możliwości, bym kiedykolwiek się odkochała, kolejne lektury podbijały moje serce. Ostatnim razem czytałam Przeznaczenie Violet i Luke'a i nie powiem, to było miażdżące, przewijałam strony, aż nagle pojawił się koniec, a nic nie zostało wyjaśnione, zresztą TUTAJ znajdziecie całą recenzję. Przyznaję, kiedy dowiedziałam się, że Wydawnictwo Zysk i S-ka wydaje na wiosnę nową książkę Jessici to miałam ogromną nadzieję, na drugi tom Violet i Luke'a, ale stało się inaczej. Tym razem wróciłam do wydarzeń z życia Elli i Michy. Co tam spotkałam? Czy mój czytelniczy głód został zaspokojony?
Wydaje się, że Ella i Micha mają najgorsze za sobą, w końcu są razem, przezwyciężyli przeszłość Elli i mogą ruszyć naprzód, ale czy na pewno? Kiedy Micha wyjeżdża w trasę koncertową, dziewczyna boi się, czy ich związek przetrwa, czy Micha wytrwa w miłości do niej, czy ona sama da rade pokonać swoje demony, które coraz mocniej ciągną ją na dno. Kiedy ta dwójka jest razem obok siebie są w stanie pokonać prawie każdą przeszkodę, ale kiedy dzielą ich setki kilometrów, staje się to ciężkie, zdają sobie sprawę, że oboje mają problemy z przeszłością. Micha nie umie poradzić sobie z tym, że opuścił go ojciec i nie odzywał się przez tyle lat, stara się walczyć ze smutkiem i nie popaść w uzależnienia, ale to ciężkie. Ella wie, że nie jest idealna, wie, że śmierć matki odcisnęła na jej życiu ogromne piętno, nie umie się po tym pozbierać, nie umie wyobrazić swojej przyszłości, boi się, że gdy będzie upadać na dno, pociągnie za sobą swojego ukochanego. Czy ta dwója przetrwa kolejną próbę? Czy miłość zwycięży nad strachem?

"Wiem, że gdy zejdziemy z mostu, opuści mnie i wróci na trasę ze swoim zespołem.
— Trochę mi smutno, że musisz wyjechać.
Rozluźnia uścisk na metalowej barierce. W jego przejrzystych oczach błyska iskra. Przytula mnie, a ja przytulam twarz do jego piersi. Wdycham jego zapach. Nie chcę go nigdy wypuszczać z ramion.
— Kocham cię, Ello May. — Całuje mnie w czubek głowy.
Zamykam oczy i powstrzymuję łzy.
— Też cię kocham."

Albo ze mną jest ostatnio coś nie tak, albo te książki robią się jednakowe. Przysięgam, nigdy, ale to nigdy nie zawiodłam się na tej autorce, aż do tej chwili, jestem zdruzgotana tym, że ta część mnie nie zniszczyła. Wiem, dziwnie to brzmi, ale każda książka jaką do tej pory czytałam od tej autorki, była powalająca i nie mogłam się po nich długo podnieść, natomiast drugi tom Elli i Michy była ciut za słaby. Rozumiem, że nie można tutaj wpleść takich dramatów jak w pierwszych tomach, ale zabrakło mi specyficznej emocji Jessici Sorensen. Pierwszy tom tej serii, też jakoś bardzo mi się nie podobał, mimo to dałam wysoką ocenę, ale tutaj nie jestem pewna jak będzie, bo zabrakło mi dramatu. Podejrzewam, że autorkę spotkała klątwa drugiego tomu i jestem pewna, że kolejną część będzie dużo lepsza, ale ta była ciut, ciut za słaba.
Podczas czytania bardzo się martwiłam o Elle i o to czy przeszłość będzie miała nad nią władzę, myślę, że pod wymiarem tragedii jaka ją spotkała, ta dziewczyna może mieć problemy ze sobą, ale mimo to stara się żyć dalej. Chyba właśnie za to, tak uwielbiam tę autorkę, gdyż w swoich książkach przedstawia historie, które są tragiczne, powodują, że nasze serca są zmiażdżone, ale jednocześnie widzimy jak ci bohaterzy się podnoszą i próbują pokonać swój strach, wygrywają z bólem i nie poddają się. To wszystko sprawia, że czytelnik jest przesycony emocjami, nie mieszczą się one w naszych sercach, a na koniec jeszcze dzieje coś takiego, że nasze serca rozbijają się na miliony kawałków. Trochę tego wszystkiego mi zabrakło w tej części, nie zostałam zmiażdżona, może dlatego, że to moment, kiedy bohaterowie się podnoszą, a nie kiedy ich kopiemy.

"Zamykam drzwi i siadam na podłodze, przyciągając kolana do klatki piersiowej. Przez głowę przebiegają mi myśli.
Szkoda, że tu jest.
Chciałabym, by pozwolił mi odejść.
Chciałabym nie musieć już się budzić i radzić sobie z życiem, bo to boli. Cała egzystencja jest bólem."

Na zawsze razem. Ella i Micha to książka, która przenosi czytelnika do miejsca, gdzie dwoje ludzi, musi zmierzyć się z tym co przyniesie im los, muszą pokonać demony, które ich gonią. Oboje muszą wiele przejść, by wyjść na prostą, ale przede wszystkim muszą nauczyć się żyć ze swoimi problemami i nie dać im wygrać. Z jednej strony bardzo mi się podobała ta książka, bo pokazała mi, że nie ważne co nas spotka, zawsze jest jakieś światełko w tunelu. Jednak z drugiej strony, jestem odrobinę zawiedziona, gdyż zabrakło mi jakiejś ważnej emocji, która do tej pory była w każdej książce Jessici.
Raczej polecę wam tę powieść, bo mimo wszystko jest dobrze napisana, bohaterzy są cudowni, a historia jest warta poznania. Brakuje czegoś, ale może kolejna część Elli i Michy to wynagrodzi, kto wie...
Moja ocena to 7/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Autor: Jessica Sorensen
Oryginalny tytuł: The Forever Ella ang Micha
Stron: 336
Data premiery 20 marca 2017r.
Za książkę dziękuję

[PRZEDPREMIEROWO] #155 Recenzja książki "Zły Romeo" Leisa Rayven

[PRZEDPREMIEROWO] #155 Recenzja książki "Zły Romeo" Leisa Rayven

Miłość uderza w nas wtedy, gdy jej nie oczekujemy, pojawia się znikąd i wypełnia nasze serca. Lecz niekiedy potrzebujemy więcej czasu, by dorosnąć do tego uczucia.
Premiera: 29 marca 2017r.
Romeo i Julia to historia znana chyba przez wszystkich. Jeśli ktoś nie oglądał, nie czytał, ale na pewno słyszał o tragicznej miłości o jakiej opowiada ta sztuka/historia. Kiedy na koniec stycznia dostałam propozycję zrecenzowania książki i tytule „Bad Romeo” (wtedy jeszcze nieprzetłumaczony), nie wahałam się, tylko poprosiłam o swój egzemplarz. Ten, kto śledzi mój fanpage, widział już niejedną notkę o tej książce i moje zachwyty nad nią. Porównywałam okładki, tytuły, ostatnio zaczęłam szukać idealnych cytatów, by  zachęcić was do przeczytania, jednak zanim usiadłam do pisania recenzji to minęło trochę czasu, ale dostałam takie wytyczne. Muszę jeszcze wspomnieć, że jestem ogromnie szczęśliwa, gdyż moja rekomendacja znalazła się w książce, możecie ją znaleźć na drugiej stronie, razem z innymi blogerkami, które także zostały wyróżnione. Wydawnictwo Otwarte zrobiło nam prawdziwą niespodziankę i ogromną radość, ale właściwie, o czym jest ta książka? O tym tuż poniżej!
Cassie i Ethan poznali się, gdy oboje starali się dostać do Instytutu Sztuk Pięknych. Pracowali razem w grupie i musieli ze sobą współpracować, jeśli chcieli dobrze wypaść przed komisją. Zostali przyjęci, uczęszczali na te same zajęcia, a uczucie, które między się rodziło, było coraz silniejsze. Cassie była słodka, niewinna i bardzo przyjacielska. Ethan wulgarny, nieprzyjemny i strasznie chamski, byli całkiem różni, ale kiedy dostają role Romea i Julii nie mieli wyboru, tylko musieli się porozumieć. Od tego momentu ta dwójka odpychała się i przyciągała, uczucie było prawdziwe, a chemia między nimi ogromna, gdy byli w pobliżu siebie, przeskakiwały między nimi iskry. Niestety Ethan przestraszył się tego, co było i uciekł, łamiąc tym samym serce Cassie. Teraz po kilku latach spotykają się ponownie, mają grać główne role w sztuce. Czy uczucie, które było między wciąż istnieje? Czy Cassie będzie w stanie przebywać w jednym pomieszczeniu z facetem, który ją tak zniszczył? Czy Ethan się zmienił, czy dalej jest takim dupkiem jak kiedyś?

Jesteśmy w transie. W tym magicznym stanie, który występujący przed publicznością osiągają czasami, kiedy wszystko staje się płynne i otwarte. Serce, umysł, ciało. Bywało już, że to czułam, ale nigdy przy drugiej osobie.
Niesamowite.
Oboje uśmiechamy się bezwiednie. Holt jest piękny, kiedy się uśmiecha.”

O mój boże, ta książka jest zajebista (przepraszam za wyrażenie), naprawdę podczas czytania bawiłam się świetnie i nie mogłam się oderwać. Wciąż, gdy łapię Romea w ręce i przeglądam, to nie kończy się na przejrzeniu tylko kilku stron, wciągam się od nowa i znowu przeżywam te same emocje. Wątek Romea i Julii został już przerobiony w wielu książkach, nie wspominając już o losach takich bohaterów jak Cassie i Ethan, którzy są podobni do wielu innych, ale w tej lekturze jest coś unikatowego, co nie pozwala o sobie zapomnieć. Leisa stworzyła coś świeżego i nowego na rynku wydawniczym, kiedy czytałam to śmiałam się w głos, oburzałam się razem z Cassie i „zaklepywałam” Ethana dla siebie. Zły Romeo to bezapelacyjne jedna z najlepszych książek z początku tego roku, jestem pewna, że znajdzie się na liście top dziesięć 2017 roku.
Książka napisana w cudowny sposób, lekki, przyjemny, przyciąga czytelnika, sprawia, że nie mamy ochoty się oderwać, nic innego się nie liczy. Nic w tej historii nie jest zbędne, nie ma momentów, które są nudne, czy bezbarwne, a za to mamy ogromną dawkę humoru. Pyskówki Cassie i Ethana są genialnie, tak samo jak monolog Cassie, który prowadziła ze sobą. Wierzcie mi, kiedy dojdziecie do momentu z pamiętnikiem, padniecie ze śmiechu, a i nie czytajcie tego w autobusie, bo jakaś starsza pani może zobaczyć treść i paść na zawał. Niektóre sceny są naprawdę bardzo gorące, ale jednocześnie napisane ze smakiem, że nie jest wulgarne, ani przesadzone, a za to idealnie wyważone. Krótko mówiąc – książka ideał. No dobra, oprócz tego, że mogło to zostać zakończone w jednym tomie, nie widzę powodu, by ciągnąć to na kolejne części.

„– Posłuchaj Cassie, ja wszystko rozumiem. Wiem, jak się czujesz, bo sam czułem się tak samo. Łatwiej jest niczego się nie spodziewać, bo wtedy nic się nie traci. Ale to tak nie działa.
Próbowałem sobie wmówić, że niczego od ciebie nie chcę, i w rezultacie wszystko straciłem.”

Jedyna rzecz, do której muszę się przyczepić, no po prostu muszę to tytuł. Wiem, że oryginalne tytuły ma tylko Hoover, no ale „Bad Romeo”, brzmi cudownie, idealnie, po prost perfekcyjnie, czemu nie mogło przy tym zostać, tylko musieli zmienić na „Zły Romeo” (brzmi jakbyśmy chcieli ukarać psy. Zły Romeo, nie wolno gryźć kapci). Teraz część z was kręci zapewne z politowaniem głową, ale musiałam o tym wspomnieć, bo nie mogę się przestawić i zawszę będę mówiłam oryginalną wersję.
Podsumowując, książka jest cudowna, genialna, zabawna, lekka, z nietuzinkową fabułą, bohaterzy są prawdziwi, uczucia aż wylewają się ze stron, a wyobraźnia sama pracuje gdy czytamy. Jeśli mamy Bad Romeo na półce nie potrzebuje nic innego na dany wieczór, bo Ethan i Cassie dostarczą nam tylu rozrywek, że długo o nich nie zapomnimy. Polecam wam te powieść z całego serca, jest naprawdę warta poświęcenia jej każdego minuty, godziny, czy nawet dnia.
Moja ocena to 10/10
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Otwarte
Autor: Leisa Rayven
Oryginalny tytuł: Bad Romeo
Stron: 400

Za książkę dziękuję



#154 Recenzja książki "Zew księżyca" Patricii Briggs

#154 Recenzja książki "Zew księżyca" Patricii Briggs

Nawet kiedy chcesz stać na uboczu i się nie wychylać, to kłopoty czasem i tak cię znajdą.
Seria Patricii Briggs miała w Polsce już jedno wydanie kilka lat temu, wtedy o niej nie słyszałam i nie miałam okazji przeczytać jej twórczości. Tydzień temu na rynku pojawiło się wznowienie, czytelnicy rzucili się na tę powieść, nie równię się od nich, bo sama chciałam dać tej książce szansę, szczególnie, że dużo osób mi ją polecało. Ostatnimi czasy, fantasy bardzo wpasowuje się w moje gusta i nie mam jego dość, jednak nie czytałam dawno nic dobrego powiązanego z wampirami, wilkołakami itp., dlatego sądziłam, że ta książka sprawdzi się idealnie. Przyszła do mnie kilka dni temu i w sumie jeszcze tego samego dnia po nią sięgnęłam i przeczytałam, ale czy mi się spodobała? Jestem zakochana, jak większość czytelników czy może totalnie zawiedziona?
Mercedes stara się trzymać z dala od kłopotów. Nie drażni wilkołaków, nie wchodzi w drogę wampirom, wie, że lepiej im nie podpaść, bo jedni są gorsi od drugich. Spokojnie prowadzi warsztat, po pracy wraca do domu, albo jedzie do lasu by zmienić się w kojota i pobiegać... tak ta kobieta nie jest do końca człowiekiem, ale dobrze się kryje i nie wychyla, nie chce komplikować swojego życia. Niestety to nie jest takie łatwe, gdyż pewnego wieczoru znajduje u siebie na ganku martwego wilkołaka, który dorabiał u niej w warsztacie, a ona sama zostaje wciągnięta w sporo kłopotów. Po pomoc udaje się do alfy wilkołaków, który dba, by żaden ze stada jej nie zaczepiał, tyle że on też ma problemy, ktoś porwał jego córkę. Ta dwója mimo że zbytnio się nie lubi to musi zacząć współpracować i odkryć kto stoi za tymi wszystkimi kłamstwami i zbrodniami. Wrogiem może okazać każdy, nawet najbliższy przyjaciel, w świecie, gdzie wampiry i wilkołaki są tajemnicą nic nie jest bezpieczne, nawet oni sami. Wiele osób jest zdolnych zrobić wszystko, by ich zniszczyć. Czy Mercedes dowie się prawdy? Czy przerwa tę walkę?

"Mac gwałtownie odsunął ode mnie głowę, ale kurczowo zacisnął ramiona wokół moich bioder. Zawarczał. Poczułam na nodze wibracje jego piersi.
- Moja - syknął.
Adam zwęził oczy. - Nie sądzę. Ona należy do mnie.
Może i schlebiałaby mi ta sytuacja, gdyby nie fakt, że pierwszy z nich miał na myśli posiłek, natomiast drugi... Wolałam nawet nie zgadywać."

Do napisani tej recenzji zbierałam się dłużej niż zwykle, ale chciałam dać sobie czas by ochłonąć i ocenić książkę na postawie tego co wiem, a nie tego jak się czuję. Gdybym miała oceniać przez pryzmat moich emocji, to niestety musiałabym powiedzieć, że nieco się nudziłam przy czytaniu, najciekawsze były dialogi, bo w nich działa się największa akcja. Jednak jeśli chodzi o opisy i bohaterkę to jestem zawiedziona, wiem, że w tej chwili wiele osób ze mną się nie zgadza i macie do tego prawo, ale po prostu nie ruszyła mnie ta książka. Najpierw nie mogłam się wciągnąć, potem przez kilkadziesiąt stron, byłam naprawdę zainteresowana, ale w dalszej części, jakby ktoś mnie zresetował i już mnie nie ruszało. Nie wiem czy to zasługa słabego dnia, czy po prostu to nie mój styl, czy po prostu książka jest nudna. Nie umiem odpowiedzieć na te pytania, bo do tej pory mam mieszane uczucia, niby jest fajnie, ale napisane na jednej emocji.
Zew księżyca to dobrze napisana książka, są w niej rzeczy, które powinny być, by zaciekawić czytelnika, jest tajemnica, spisek, różni bohaterzy, oczywiście seksowni panowie i dawka humoru, która momentami powala na kolana. Jednak są też takie momenty, gdy miałam wrażenie, że niektóre fragmenty są zbędne, właśnie te opisy, które po prostu były „suche”, nie czułam w nich emocji. No i sama Mercedes mnie czasem irytowała, gdy w jednej chwili zachowywała się jak płochliwe kaczątko, którego nikt nie chce, by za sekundę rzucać ripostami, rządzić się i być wredną. Jasne, często spotyka się takie bohaterki w książkach, ale ta wyjątkowo mnie kuła po oczach. No i najgorsze co mnie spotkało, to że mogłam odłożyć lekturę i nie ciągnęło mnie do niej jakoś bardzo. Mogłam swobodnie zająć się czymś innym i nie dręczyło mnie, czy bohaterka dała sobie radę czy może zginęła na następnej stronie. A to chyba najgorsze co może spotkać czytelnika, gdy ma głęboko gdzieś, co się stanie z bohaterką. Ostatnia rzecz, która mnie nieco zirytowała to ostatnie sceny, jakie znajdziemy w książce, przez całą powieść nic nie wskazuje na to, że to ma się stać i nagle na koniec (za przeproszeniem) z dupy wzięta ta scena.

"- Warren jest wilkołakiem.
- Czym? - Kyle przestał się kołysać.
- Wilkołakiem. No wiesz, takie coś z dużymi kłami, co to pod wpływem księżyca biega na czterech łapach."

Tak wiem, ostro skrytykowałam tę książkę, a rzadko to robię, ale naprawdę jej nie czułam. Dobrze napisana, fabuła nawet ciekawa, intrygująca tajemnica, ale brak emocji. Szkoda, bo gdyby trochę ją podrasować to podejrzewam, że bym się zakochała, a tak to cóż... było okay i tyle. A to czy chcecie czytać to już oceńcie sami, bo ja nie wiem czy ją polecić.
Moja ocena to 6/10, przykro mi, że tak mało daje, ale jedyny żal jaki czuję to, taki, że mi się nie spodobało.
Pozdrawiam,
Wasza Dominika

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Autor: Patricia Briggs
Oryginalny tytuł: Moon Called
Stron: 424
Data premiery: 10 marca 2017r.
Za książkę dziękuję
Copyright © 2014 Dominika Szałomska , Blogger